Case study- Porażka negocjatorów z Zimbabwe na forum WTO.

Na tym przykładzie zostanie pokazana słabość afrykańskich negocjatorów w rozmowach wielostronnych. Richard Hess, podjął się zadania opisu aktywności dyplomatów z Zimbabwe  w negocjacjach na forum WTO, przedstawił szereg strukturalnych i technicznych problemów, które oni napotkali. Zimbabwe na początku lat 90. Rozpoczęło realizację programu strukturalnego zmian gospodarczych (ESAP).
Już na tym etapie rzuciła się w oczy orientacja krótkoterminowa myślenia decydentów z Zimbabwe, którzy w walce z ubóstwem nie dostrzegali związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy rozwojem gospodarczym, a koniecznym przyjęciem strategii handlowej, czy zastosowaniem jakichkolwiek zachęt dla eksporterów.[1] W trakcie negocjacji wielostronnych w ramach Światowej Organizacji Handlu rzucał się w oczy sposób doboru członków zespołu negocjacyjnego Zimbabwe, którzy w dla pozostałych partnerów nie mieli odpowiednich umiejętności negocjacyjnych, wiedzy w negocjowanym temacie, ani doświadczenia. 

Brak przygotowania szedł w parze z niewielkim składem zespołów, a na jaw wyszła prawda na temat pracy przedstawicieli Zimbabwe przy WTO, którzy sprawowali po kilku funkcji jednocześnie, co prawdopodobnie nie wynikało z braku ludzi, ale możliwości zarobienia większej ilości pieniędzy dzięki piastowanym stanowiskom. Zespoły negocjacyjne były pozbawione pomocy aparatu urzędniczego ze stolicy Zimbabwe w trakcie negocjacji, ale w kluczowych momentach nie mogły one podjąć autonomicznych decyzji i musiały odwoływać się do ewentualnej zgody „centrali” na dane rozwiązanie.[2]

Negocjacje w WTO z reguły przyciągają uwagę wielu przedsiębiorstw, które są zainteresowane kwestiami, które negocjują rządy. Żadna firma z Zimbabwe nie była obecna na rozmowach, o co można było obwiniać brak środków finansowych. Ale prawdziwym problemem było przekonanie, że odpowiednie warunki do działania przedsiębiorstw powinien zapewnić rząd. Co prawda, w trakcie spotkania ministrów w Seattle obecni byli przedstawiciele różnych zrzeszeń branżowych, firm i rad handlowych, ale nie byli oni w stanie wziąć czynnego udziału w rozmowach ze względu na brak przygotowania (nie mieli żadnych danych statystycznych, ani dokumentów) i wiedzy o negocjowanym temacie. Sami uczestnicy negocjacji wyznaczeni przez rząd nie mieli kompetencji w temacie, nie mówiąc już o ustaleniu właściwych priorytetów, czy dysponowaniu szerszą wiedzą.[3]

W analizie Hessa wykazane zostały przede wszystkim błędy techniczne i organizacyjne delegacji w Zimbabwe. Kryją się za nimi elementy kultury afrykańskiej, jak orientacja krótkoterminowa i niechęć do unikania niepewności. W rozmowach w WTO sposobem na to było tworzenie profesjonalnych zespołów negocjacyjnych, odpowiedniej struktury negocjacji i stanowisk negocjacyjnych, a także przygotowanie danych. Przez całe lata dziewięćdziesiąte Zimbabwe nie zrobiło prawie nic w tym kierunku. Budowa zespołów negocjacyjnych musiała zostać oparta na koneksjach rodzinnych, z którymi osoby z zewnątrz, nawet z doskonałym przygotowaniem nie miały żadnych szans. Stąd wzięło się zdecydowane fiasko Zimbabwe w rozmowach, które - zgodnie z tradycją plemienną – można by wytłumaczyć działaniem ponadnaturalnych mocy. 


[1] Richard Hess, Zimbabwe Case Study on Trade Negotiations, „Overseas Development Institute Working Paper”, October 2001, s. 11-12.
[2] Ibidem, s. 32-33.
[3] Ibidem, s. 33-36.

0 komentarze:

Prześlij komentarz