Trudności wynikające z różnic kulturowych (2). Przykłady z historii.


Kolejnym problemem są błędy w komunikacji językowej:

  • brak znajomości języka potrzebnego do prowadzenia komunikacji międzykulturowej,
  • nieprzestrzeganie politycznej poprawności języka (murzynek Bambo), przeciwdziałanie seksizmowi, rasizmowi (np. wyrażenia: „upośledzone ekonomicznie czarne dzieci”, „dzieci z rodzin o niższym dochodzie”, „Jim Wong jest wysoki”, a nie „Jim Wong jest wysokim Azjatą”).
         Błędy w komunikacji językowej mogą nie tyle wynikać ze słabej znajomości języka obcego, ale mimowolnej, automatycznej interpretacji słów narzucanej przez umysł. Jest to źródłem tak niespójnych interpretacji, jak przykład rozumienia słowa „korupcja”. W języku angielskim ma ono zdecydowanie negatywne konotacje i nie można mu przypisać niczego na usprawiedliwienie. Z kolei Koreańczycy mają swój odpowiednik tego słowa myślą o nim jako czymś, co nie może zostać z góry uznane za złe, ale zdają sobie sprawę, że istnienie korupcji może mieć ujemne konsekwencje społeczne.Różnice kulturowe sprowadzają się nie tylko do pojedynczych słów, lecz także do ujęcia całościowego w postrzeganiu rzeczywistości. Aktorzy stosunków międzynarodowych zawsze będą postrzegać swoje otoczenie międzynarodowe oraz kształt stosunków międzynarodowych w unikalny sposób, a zatem ich punkty widzenia nigdy nie będą idealnie zbieżne. Wynika to z odrębnej świadomości oraz autopercepcji, które przekładają się na odmienność potrzeb i interesów, wyznawanych wartości i przyjętych sposobów wartościowania, czynników świadomościowych, które z kolei dają impuls dla działań, zachowań i interakcji.
 

Różnice kulturowe mają swoje źródło nie tylko w odmiennych światopoglądach i systemach wartości, ale również we wzajemnym postrzeganiu, które ewoluuje w drodze wspólnych doświadczeń historycznych, politycznych czy społecznych. Praktyka pokazuje, że nierzadko są to negatywne doświadczenia budujące dodatkowe bariery w komunikacji, co jest to źródłem problemów we wzajemnych kontaktach. Taki stan rzeczy stwarza kolejne przeszkody w zawieraniu porozumień, niezależnie czy będzie to sfera polityczna i biznesowa. Taki bagaż doświadczeń dotyczył relacji przedstawicieli państw Ameryki Łacińskiej ze swoimi partnerami z krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych aż do lat dziewięćdziesiątych. Po pierwsze były to obciążenia świadomościowe spowodowane przeszłością kolonialną, pomimo tego, że Ameryka Południowa w okresie kolonialnym była podzielona na dwie części rządzone jedynie przez Hiszpanię i Portugalię. Wytłumaczeniem tego jest fakt, że przez cały niemal wiek XIX i znaczną część XX wieku Ameryka Południowa była przedmiotem infiltracji mocarstw zachodnich, które dokonywały inwestycji w krajach latynoamerykańskich oraz prowadziły z nimi handel. Często też dochodziło do interwencji, głównie inspirowanych przez Stany Zjednoczone, które pod pretekstem strzeżenia stabilności na kontynencie mieszały się w sprawy wewnętrzne państw Ameryki Łacińskiej.[1]

Po drugie była to niechęć do kapitału zagranicznego, który musiał napływać do tych państw, gdyż same one nie miały wystarczających środków inwestycyjnych z powodu niskiej skłonności do oszczędzania. Prym w dziedzinie inwestowania w gospodarki krajów Ameryki Południowej wiodły Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania. Uzależnienie gospodarek latynoamerykańskich od kapitału państw zachodnich dało podstawy do opracowania teorii zależności propagowanej przez argentyńskiego ekonomistę Raula Prebischa. Zgodnie z nią kapitał zagraniczny nie przyczyniał się do rozwoju gospodarczego zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa, dlatego priorytetem miały być inwestycje rodzime. Również w okresie zimnej wojny, gdy trwała rywalizacja amerykańsko-sowiecka, a kraje Ameryki Południowej albo wspierały ZSRR, albo aktywnie działy w Ruchu Państw Niezaangażowanych teoria zależności była powszechnie stosowana, ale dołączano do niej retorykę antyimperialistyczną i antykapitalistyczną.[2] Doświadczenia te niekorzystnie wpływały na wzajemne nastawienie i były elementem ścierania się dwóch odmiennych kultur. Pomimo, że można je przypisać nierówno prawnemu traktowaniu państw Ameryki Łacińskiej, to trzeba też zauważyć, że na problemy w kontaktach oraz budowę postrzegania miały wpływ takie czynniki jak odmienna religia (mieszkańcy Ameryki Południowej to w większości katolicy, zaś Amerykanie i Brytyjczycy to głównie protestanci), oraz różny stosunek do bogactwa, wydawania i oszczędzania pieniędzy.[3]

W dyplomacji publicznej różnice kulturowe nierozpoznane i zignorowane mogą spowodować więcej szkód niż korzyści, pomimo najszczerszych intencji jednej ze stron. Przykładem tego jest amerykańska dyplomacja pierwszych lat XXI wieku. W 2002 roku została zatwierdzona przez Kongres ustawa o promocji wolności (Freedom Promotion Act), zaś kwota 500 milionów dolarów została dołączona do budżetu dyplomacji amerykańskiej. Najgorszym błędem strony amerykańskiej był zupełny brak rozpoznania do kogo kierowane są jego postulaty, a więc jakie wartości wyznaje i jaki komunikat jest dla niego najlepiej czytelny. Placówki amerykańskie szczególnie aktywnie wykonywały postanowienia tej ustawy w krajach muzułmańskich. Posługiwały się stylem komunikacji, językiem public relations typowymi dla Amerykanów. Jednocześnie trwała wojna z terrorem, wojska amerykańskie, siły i służby specjalne działały w Afganistanie, Iraku i innych krajach muzułmańskich. Nic dziwnego, że im bardziej placówki starały się wykonywać zadania związane z ustawą o promocji wolności, tym nienawiść muzułmanów do Ameryki i reprezentowanych przez nią wartości rosła.[4]

Różnice kulturowe wywierają silny wpływ na proces negocjacji międzynarodowych. Ludzie uczestniczący w negocjacjach są nośnikami wartości, poglądów i zachowań, które nabyli  w drodze wychowania, edukacji oraz aktywności życiowej. Sposób, w jaki zostały im przekazane te informacje wiąże się ściśle z otoczeniem kulturowym, które miało najsilniejszy i najtrwalszy wpływ na ich psychikę. Sposób przyswajania tych informacji jest ciągły i co najważniejsze nieświadomy, przez co człowiek może nie pojmować i nie dostrzegać specyfiki przyjętych cech kulturowych, ani tego, że ktoś może myśleć inaczej. Stąd też negocjatorzy uczestniczący w rozmowach międzynarodowych emanują specyficznymi cechami kulturowymi, które w zetknięciu z odmiennymi cechami kontrpartnerów doprowadzają do istnienia różnic kulturowych. Przy braku dobrej woli, zrozumienia i elastyczności w podejściu do partnera różnice kulturowe powodują serię uciążliwości prowadzących do wielu problemów i konfliktów. Konsekwencją jest zaś załamanie procesu negocjacyjnego.[5]

Problem wyeliminowania problemów biorących się z różnic kulturowych wywiera wpływ na losy państw, organizacji międzynarodowych, przedsiębiorstw i decyduje o ich bycie lub porażce, ale niezmiennie tkwi w jednostkach ludzkich. Osoby, które nie potrafią hamować swoich emocji, wspomagają i krystalizują egzystujące w nich pierwotne, etnocentryczne i stereotypowe sposoby radzenia sobie z rzeczywistością. Według koncepcji D. Matsumoto, S. H. Yoo i Geoffreya LeRouxa taki typ osób nazywa się „opornymi” (vindicators)[6], gdyż utwierdzają się oni we własnym światopoglądzie pełnym stereotypów  i etnocentryzmu. Z kolei ludzie, którzy są zdolni do panowania nad swoimi emocjami, a ponadto wykazują też inne cechy (elastyczność, otwartość, krytyczne myślenie) pozwalają na uaktualnianie swojego światopoglądu pod wpływem nowych, ekscytujących różnic kulturowych odnoszą sukces w komunikacji międzykulturowej. Ten typ osób jest nazywany „podróżnikami” (voyagers), ponieważ życie jest dla nich fascynującą podróżą.[7]


[1] USA dokonało w krajach Ameryki Południowej kilkudziesięciu interwencji. Nie można zapomnieć o ekspedycji sił francuskich w Meksyku. Patrz: Wiesław Dobrzycki, Historia stosunków międzynarodowych 1815-1945, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2003, s. 105-108.
[2] David Landes, Kultura przesądza prawie o wszystkim [w:] Lawrence Harrison, Samuel Huntington (red.), op. cit., s. 45-47.
[3] Ibidem, s. 48-49.
[4] R. S. Zaharna, Asymmetry of Cultural Styles and the Unintended Consequences of Crisis Public Diplomacy [w:] Hanna Slavik, (red.), op. cit., s. 133-134.
[5] Negocjacje, Harvard Business Essentials, Wydawnictwo MT Biznes, Konstancin-Jeziorna 2003, s. 134-137.
[6] Propozycja własna tłumaczenia od angielskiego czasownika vindicate, co oznacza: „utwierdzać się”, „domagać się”.
[7] David Matsumoto, SeungHeeYoo, Jeffery A. LeRoux, Emotions In Intercultural Communication, San Francisco State University, s. 16-18.


0 komentarze:

Prześlij komentarz